run-log

run-log.com

piątek, 5 sierpnia 2016

Poznań Triathlon cz. 2. Relacja

Piątek 
 
Dzień przed triathlonem co jakiś czas powtarzałam sobie w głowie listę rzeczy, które musiałam zabrać do strefy zmian. W duchu modliłam się też o bezwietrzną pogodę, inaczej wiatr zamieniłby zarówno odcinek pływacki jak i rowerowy w niezły armagedon. Razem z A. odebraliśmy pakiet startowy, odbyliśmy odprawę techniczną i zostawiliśmy rower w strefie zmian. To JUŻ!


niedziela, 31 lipca 2016

Poznań Triathlon cz.1. Cała prawda o moim triathlonie...



Decyzja zapadła 31 grudnia. Weszłam na stronę Enea Challenge, zapisałam się na triathlon i od razu zapłaciłam, żeby nie było odwrotu. To miała być pierwsza poważna decyzja na nowy 2016 rok. Decyzja kompletnie z czapy. Nie miałam nic, co byłoby przeznaczone do triathlonu. Ani pianki, ani nawet roweru. Ani bliskiej osoby, która zrobiła to przede mną i przetarła mi szlaki.

Treningi

Od stycznia rozpoczęłam intensywne treningi, które trwały ponad pól roku. Około 10 treningów tygodniowo, nieraz 2 treningi dziennie. Pływanie, spinning, bieganie, siłownia…. Tylko ja wiem, jak często słowa „Dam radę!” mieszały się ze zrezygnowanym „Nokurwajapierdolę”….
 
Nauczyłam się pływać 4 lata temu. Wcześniej wpadałam w panikę, gdy woda sięgała mi do kolan. Co tu dużo ukrywać – pływałam beznadziejnie. Dlatego pływania bałam się najbardziej, to była zdecydowanie moja najsłabsza  strona. Gdy po przepłynięciu kraulem 25 m prawie umarłam, byłam przerażona. „Triathlon?! Chyba upadłam na głowę” – myślałam za każdym razem, gdy ze łzami w oczach wychodziłam z basenu. Stopniowo wyrabiałam sobie wydolność pływacką, jednak nadal czułam, że coś jest nie tak i w końcu doszłam do punktu, w którym stwierdziłam, że sama sobie dalej nie poradzę.  I tak trafiłam na Kuźnię Triathlonu, z którą zostałam już do końca. Dzięki trenerom mój kraul w końcu zaczął przypominać kraula.... Moment, w którym odkryłam, że branie oddechu co drugi ruch znacznie ułatwia pływanie, sprawił, że świat stał się nagle piękniejszy … W końcu przepłynięcie 2 km w ciągu godziny nie stanowiło już problemu. Przeżyłam też pierwszy trening open water. Nie wierzyłam, ze kiedyś naprawdę polubię pływanie.





wtorek, 28 czerwca 2016

Maraton Gór Stołowych - walka do samego końca!



- AAAAUUUAAA! – wydarłam się.
- Dobra, koniec. Rezygnujemy z biegu – stwierdził A., pochylając się nade mną.
             
Minęliśmy dopiero 13. km, a ja leżałam w poprzek ścieżki i próbowałam powstrzymać napływające do oczu łzy. A wszystko przez to, że chciałam okiełznać te cholerne zbiegi i przekonać samą siebie, że nie są one takie straszne. I bardzo szybko przekonałam się, że moje lęki były jak najbardziej uzasadnione. Zaliczyłam bardzo piękną wywrotkę i prawdopodobnie leżałam teraz ze skręconą kostką.

Pochylił się nade mną jeden z biegaczy, który sam miał zakrwawione jedno kolano i z jak największą delikatnością próbował poruszać moją stopą. Mijali nas inni uczestnicy biegu, pytając się, czy wszystko w porządku.

- Rezygnujemy? – spytał ponownie A. pomagając mi wstać. – Moglibyśmy się jeszcze cofnąć do Pasterki.
- Nie. Biegniemy dalej. – powiedziałam trzęsącym się głosem. Poddać się?? Na samym początku?? Nie doprowadzałam do siebie myśli, że wszystko ma się po prostu tak prozaicznie skończyć.

Próbowałam zrobić kilka kroków, po czym przeszłam delikatnie do biegu. Stopa zwisała mi bezwładnie, jak drzwi wyrwane z zawiasów. Próbowałam opierać ciężar ciała na palcach. Powoli ruszyliśmy do przodu.

Na 20-stym km przewróciłam się ponownie i zdarłam sobie kolano.

środa, 22 czerwca 2016

Bieg ultra za 3 dni, triathlon za miesiąc - zaczyna się gównoburza...

Bieg ultra

50 km biegu po górach.  Brzmi jak żart, albo sen. Sen, który za kilka dni ma się spełnić. To będzie bardzo długi bieg... Dłuższy niż maraton, o wiele cięższy, z  9-cio godzinnym limitem czasu i z grzejącym słońcem nad głową.

Czy czuję się gotowa? Co mnie czeka?  Ile razy będę kląć na trasie? Czy będę mięć traumę i nigdy więcej nie wrócę w ukochane góry? Czy dam radę?

Cholera jasna  - nie wiem. Ta niewiedza powoduje strach, ale jednocześnie sprawia, że bieg jest podróżą w nieznane. A podróże "dokądś" wzbudzają ciekawość i ekscytację. I z chęcią Wam o tym wszystkim opowiem. O ile to przeżyję...


  
Triathlon

Zawsze przerażało mnie pływanie. No bo jak to - przepłynąć 1500 m w godzinę?! Niemożliwe. Teraz, kiedy mój kraul stał się bardziej kraulem i kiedy w ciągu godziny przepływam 2 km, pływanie już tak nie przeraża. Za to rower! O tak, to jest koszmar, który śni mi się po nocach. Że moje mięśnie tego nie zniosą. Że się nie zmieszczę w limicie czasu. Że się poddam i polegnę na "zwykłym" rowerze. 

Zaczyna się ostateczne odliczanie. Coś, co jeszcze pół roku temu wydawało się odległym terminem, teraz jest niebezpiecznie blisko... 

Proszę o zaciśnięcie kciuków. Trzy, dwa, jeden...