run-log

run-log.com

niedziela, 11 lutego 2018

Miłość w biegu

Zaczynając startować w zawodach biegowych, byłam przekonana że mój mąż szybko do mnie dołączy. Myślałam, że w końcu znudzi mu się rola kibica i wypatrywanie mnie na mecie. Jednak moja kolekcja medali powoli się powiększała, a on nadal pozostał niewzruszony na moje działania. Z racji tego, że jego aktywność fizyczna ograniczała się jedynie do pokonania dystansu między lodówką a tapczanem, próbowałam go jakoś do tego biegania przekonać. Gdy zwykłe słowa zachęty nie pomagały, sięgnęłam po cięższe działo, strasząc go miażdżycą, zawałem, ewentualnie wizją otyłego męża przy boku wysportowanej żony. Wydawać się wtedy mogło, że małżonek pozostaje głuchy na moje słowa, a argumenty trafiają w próżnię.



Jakież więc było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia, z poważną miną i z parą starych tenisówek w ręce, oświadczył, że idzie ze mną pobiegać. Nie omieszkał także przypomnieć, że przecież kiedyś biegał, a w podstawówce zajął nawet trzecie miejsce w zawodach biegowych, choć ich nazwy ani ilości kilometrów już nie pamięta. Mówiąc krótko – jego ambicje były dość wysokie.



Próbując powstrzymać salwę śmiechu, powiedziałam, że owszem, zapraszam na krótki bieg wzdłuż Warty. Jak łatwo można się było domyślić - całość okazała się kompletną katastrofą. Bojąc się, że pozbawię życia ukochaną osobę, zakończyłam trening po kilkunastu minutach, z niepokojem obserwując zmieniające się kolory na twarzy małżonka. Szczerze mówiąc myślałam, że to jest właśnie moment, w którym nasze wspólne biegowe plany idą w diabły.  


Nie doceniłam jednak mocy urażonej męskiej dumy. Mój mąż wpadł w wir regularnych treningów. Na tyle skutecznych, że niestety  pod względem kondycji fizycznej  bardzo szybko okazało się, że zostaję w tyle.




Nie od dziś wiadomo, że dzielenie ze sobą pasji zbliża do siebie ludzi. Obecność drugiej osoby na trasie stanowi nieodzowną motywację i  pomoc, nawet jeżeli polega ona tylko na cierpliwym wysłuchiwaniu przekleństw płynących z twoich ust. Nikt także nie zrozumie twojej radości na widok kawałka metalu wiszącego na szyi tak, jak osoba dzieląca z tobą ostatnie kilometry biegu. 


W tym miejscu jednak chciałabym ostrzec wszystkich, którzy zamierzają namówić do biegania swoją drugą połówkę. Uważajcie, czego pragniecie, bo niespodziewanie może się to spełnić. Od teraz głównym tematem przy kolacji będzie średnie tempo biegu oraz długość kilometrażu z ostatniego tygodnia. Niekontrolowany foch będzie reakcją obronną na wieść, że partner ma lepszą życiówkę od waszej, zaś planowanie weekendu będzie zależało od długości trwania treningu biegowego. Jeżeli jesteście gotowi na ten stosunkowo niski poziom romantyzmu we wspólnym życiu, to kwestia wspólnego biegania pozostaje jak najbardziej otwarta.     


3 komentarze:

  1. Ja jestem z tej drugiej strony - to mnie partner próbuje namówić na biegi, ale póki co się opieram, leniuszek ze mnie. Ale twoje historie są tak pozytywne, że zaczynam się zastanawiać nad tym, czy może jednak się nie przemóc i spróbować biegów!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny blog, jest zupełnie inny niż wszystkie. Pozytywny i oryginalny. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń