run-log

run-log.com

niedziela, 16 marca 2014

X Maniacka Dziesiątka



Kiedy? 15 marca 2014 roku

Długość trasy: 10 km

Osiągnięty czas: 54:17


Sobotni poranek nie zachęcał do startu w zawodach. Opady deszczu i wiatr wiejący w porywach z prędkością ok. 100 km/h – to nie były warunki, w których obiektywnie można byłoby sprawdzić swoją formę. Jak się później okazało – na trasie miały na nas czekać jeszcze inne pogodowe niespodzianki.


Uczestnicy biegu biegu byli podzieleni na strefy czasowe (które także były zaznaczone na numerach startowych). Ja należałam do strefy C (od 50:01 min – 60.00). Za mną znajdowała się strefa D przeznaczona dla debiutantów. 



Chwilę po godzinie 12 kolumna złożona z 3500 biegaczy wyruszyła. Pierwszy raz brałam udział w tak licznym biegu. Miało to wiele plusów – np. to, że nie pojawił się moment, w którym biegłabym sama, bez żadnej osoby obok siebie. No dobrze, zdarzyło się raz – przy linii mety.  



Przed biegiem pamięć mnie zawiodła i zapomniałam wziąć ze sobą swojej mp3. Był to pierwszy raz na biegu oficjalnym, kiedy biegłam bez muzyki. Myślałam, że będzie mi jej brakowało (muzyka zawsze nadawała mi większe tempo), ale jak się okazało – nie ma tego złego... Po drodze mogłam się przynajmniej pośmiać w duchu z dialogów pomiędzy innymi biegaczami (dotyczących, hm…, problemów fizjologicznych ;) ). Kilometry mijały mi dosyć szybko i o dziwo biegło się naprawdę dobrze – biegliśmy głównie między budynkami, gdzie wiatr nam raczej nie przeszkadzał. W pewnym momencie było mi już nawet gorąco i miałam ochotę rzucić swoją kurtkę w krzaki.


Sielankę przerwał pogodowy armagedon, który nastąpił gdzieś przed 5 kilometrem. W jednym momencie zaczął padać deszcz, który zaraz przemienił się w grad. Na domiar złego znaleźliśmy się w strefie silnych podmuchów wiatru. Nigdy jeszcze nie biegałam w takich trudnych warunkach.


Z górki było już około 8 kilometra. Biegliśmy już wtedy nad Maltą, gdzie wiało nam w plecy, dodatkowo popychając do przodu, co jak najbardziej działało na plus. Przed metą poczułam moc. Pamiętacie może, jak w poprzednich biegach pisałam, że zawsze przed metą zwalniałam, bo bałam się wystąpienia nudności? Teraz zrobiłam coś zgoła innego – przyspieszyłam! Po drodze nawet wyprzedziłam dwóch chłopaków ;) Jak się okazało na mecie – pobiłam życiówkę! Swój rekord na 10 km poprawiłam o ponad 2 minuty! Pokazało to, że po zimie z moją formą wcale nie jest tak źle.



Kolejny w kalendarzu biegowym jest 7. Poznań Półmaraton - najważniejszy bieg w moim życiu. Podczas Maniackiej Dziesiątki biegło mi się naprawdę dobrze - pomimo wiatru i opadów. Jednak pozostaje wierzyć, że 6 kwietnia pogoda będzie trochę łaskawsza...



     



6 komentarzy:

  1. Sezon rozpoczęty w pięknym stylu - skoro w taką pogodę zrobiłaś życiówkę to półmaraton nie będzie stanowił problemu ;)
    Podoba mi się medal - bardzo oryginalny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że na połówce będzie dobrze - już niedługo się okaże :)

    OdpowiedzUsuń