run-log

run-log.com

czwartek, 1 października 2015

Survival Race, czyli jak to jest poczuć się początkującym komandosem :D



Coś dla tych, którzy chcą sobie przypomnieć, jak to było kiedyś być dzieckiem. Taplanie w błocie, zawieszanie się na krawędzi, czołganie po ziemi, ślizganie się po wielkiej zjeżdżalni z lądowaniem w kałuży – wszystko to zapewniał Survival Race. I o ile przeszkody na placu zabaw nie są zbyt dużym wyzwaniem dla maluchów, to już dorośli mają już spory problem z pokonywaniem toru przeszkód. Kto podjąłby rękawicę?

Bieg powitał nas snopkami siana, które trzeba było pokonać – turlając się, przeskakując - technika dowolna. Później było tylko fajniej :D Tuż za poznańską Maltą znajdują się tereny bagienne – dosyć głębokie, pokryte rzęsą i hmm… śmierdzące :D Trasa biegu przebiegała właśnie przez to bagno. Było to nie lada wyzwanie. Nieraz straciłam w wodzie równowagę i musiałam się trzymać A., uderzyłam się też w piszczel o gałąź, która znajdowała się gdzieś na dnie. Ktoś w błocie zgubił buta i widziałam, że później bieg tylko w jednym :D Zmaganie możecie zobaczyć tutaj:



Po pokonaniu zimnej i śmierdzącej wody poczułam się jak na prawdziwym survivalu. Pierwsze zanurzenie miałam już za sobą – i wiedziałam, że nie ostatnie. Na własnej skórze poczułam jak ciężko biegnie się w przemoczonych butach (miałam wrażenie, jakbym do stóp miała przyczepione hantle). 

Kolejne przeszkody? Przejście nad wodą na linie, czołganie po ziemi pod drutem kolczastym, zanurzenie się w kontenerze pełnym brudnej wody, przejście przez górę opon… Oj dużo tego było...


razem z A. dzielnie walczymy :D


Największym wyzwaniem dla wszystkich było jednak pokonanie czarnej rampy. 







Miałam do niej 4 podejścia i niestety, ostatecznie nie udało mi się na nią wskoczyć. Uwaga! Za niewykonanie zadania otrzymywało się karę -  musiałam wykonać 10 burpeesów, inaczej nie mogłabym biec dalej. Już pod koniec czekała na nas wspomniana przeze mnie ślizgawka z lądowaniem w kałuży i strefa King Konga, za którą również czekała na mnie kara :D





Coś jest fajnego w tym, że można (a nawet trzeba) się w takim biegu swobodnie ubrudzić, nie przejmować się swoim wyglądem, nie patrzeć na czas i po prostu mieć z tego wszystkiego wielką radochę. Bo przecież Survival Race to taki wielki, wymagający plac zabaw dla dorosłych. Mieć okazję na brodzenie w bagnie i tego nie wykorzystać? :D Nieee.... Będzie co opowiadać wnukom ;)

Przed Survivalem:


 ... i po :D    




P.S. Mimo kąpieli po biegu ciągle czułam na sobie zapach bagna :D Dodatkowo jeszcze od dziś mam całe nogi w siniakach i wstyd je pokazywać. Ot, takie małe minusy survivalu ;)





7 komentarzy:

  1. Ahhahaha znam . Battle of Arden w podobnych warunkach ;) na rampę wepchnął mnie mąż ;);)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam wolontariuszem w Warszawie na takim biegu i podziwiałam wszystkich biegnących. Jesteś boska, że się z tym zmierzyłaś. Szkoda, że na ściance ci nikt bardziej nie pomógł, bo w Warszawie sporo osób wciągnięto na górę. Szykujesz się już na podobny taki bieg?

    OdpowiedzUsuń
  3. Prz rampie też nie było możliwości, żeby dłużej przy niej stać stać, bo nadchodziły kolejne fale i robił się mały tłok.Jakby wszystko było na spokojnie, to może bym się jakoś wdrapała ;) Ludzie na górze pomagali się wchodzić, ale widocznie miałam za krótkie ręce :P Myślę, że w następnym roku też wezmę udział w czymś takim, bo to fajna zabawa :) W listopadzie w Poznaniu jest Runmaggedon, ale to dla mnie zdecydowanie już za zimna pora ca coś takiego.

    OdpowiedzUsuń
  4. widać super impreza i fajni ludzie :) ja szlifuję formę i za rok startuję

    OdpowiedzUsuń
  5. Brałam udział w podobnych zawodach. Widzę, że biegi tego typu stają się coraz popularniejsze. I dobrze, bo to wspaniała zabawa (chociaż wysiłek przeogromny) ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna zabawa i warunki :) Polecam spróbować prawdziwego survivalu wśród dzikiej przyrody, to dopiero zabawa :)

    OdpowiedzUsuń