run-log

run-log.com

niedziela, 14 czerwca 2015

IX Półmaraton Słowaka. Można zrobić życiówkę w piekle...

Osiągnięty czas: 1godz:55min:11s

Półmaraton Słowaka znany jest z gorącej atmosfery. I to dosłownie. Co roku Grodzisk wita biegaczy żarem z nieba, cała trasa biegu jest w pełnym słońcu (zapomnijcie o jakichkolwiek drzewach dających odrobinę cienia), a sami biegacze czują się jak skwarki na patelni. Pomimo tego wszystkiego grodziski półmaraton cieszy się dużym zainteresowaniem wśród biegaczy. Niech żyje masochizm! :D

Bałam się tego biegu – nawet pisałam na tym na faceboooku dzień wcześniej. Odżyły we mnie wspomnienia z zeszłego roku, kiedy to słońce dało się wszystkim we znaki. W tym roku pogoda była już bardziej łaskawa dla biegaczy. Nie dajcie się jednak zwieść temu zdaniu – było gorąco, słońce ostro świeciło, lecz wiał lekki wietrzyk – było to bez porównania z zeszłorocznym biegiem, kiedy to powietrze stało, było 30 stopni w cieniu, a ja męczyłam się już stojąc. Niemały wpływ na wszystko miała także zmiana godziny startu biegu. W tym roku wybiegliśmy 2 godziny wcześniej, czyli o 9-tej.

Ostatnio ciężko mi się biega. Źle znoszę podwyższone temperatury i na treningu dyszę jak stary parowóz. Jakież było moje zdziwienie, kiedy to po wystartowaniu zobaczyłam, że czuję się naprawdę dobrze! Tuż za pierwszym kilometrem minęłam pacemakerów z balonikami na 1:55, bo ich tempo wydawało mi się zbyt wolne. I biegłam dalej. Znalazłam odpowiednie dla siebie tempo, którego się trzymałam. I biegło mi się super! Wiem, że w ustach kogoś, kto przebiegł Słowaka, może to brzmieć co najmniej dziwnie i być uważane za efekt porażenia słonecznego, ale możecie mi uwierzyć na słowo. Biegło mi się tak dobrze, że nawet odcinek, biegnący w polu, tuż przy drodze asfaltowej, nie był dla mnie straszny. Ba, nawet go polubiłam! Przed 6-stym km wyprzedziłam męża i biegłam dalej. 

Kibice i w tym roku nie zawiedli i byli wybawieniem dla biegaczy robiąc z węży ogrodowych kurtyny wodne lub prywatne punkty z wodą. Ponadto stwarzali punkty muzyczne, przygrywając nam na trasie.  Byli niesamowici.

Drugie okrążenie. Poczułam się trochę pewniej, pierwsza połowa była za mną, już bliżej niż dalej.  Kilometry biegły mi jakoś szybciej, na agrafce zobaczyłam, że baloniki z 1:55 nadal mam trochę w tyle. 

17 kilometr. I tutaj zaczęła się masakra. Fizycznie czułam się dobrze – nie czułam w nogach przebiegniętych kilometrów, nie złapała mnie kolka, nie byłam odwodniona. Ale psychicznie…. Głowa po raz kolejny na biegu mi wysiadła. Zaczęłam odtwarzać w myślach trasę i przerażało mnie, że jeszcze jest tak strasznie daleko… Tak daleko… Musiałam przystawać w miejscu, żeby się uspokoić i spokojnie napić, bo nagle nie mogłam przyjmować płynów w trakcie biegu. 3,5 km… - jeszcze tak daleko… Dogoniły mnie baloniki na 1:55. Postanowiłam biec chwilę z nimi i rzeczywiście trochę mi to pomogło – odciągało mnie od myśli o trasie. Przebiegłam z nimi może z pół kilometra i się poddałam. Musiałam przystanąć. Musiałam się napić. Matko, jeszcze tak daleko… 

Im bliżej byłam mety, tym częściej przystawałam. Moja psychika siadła kompletnie. Niektórzy przystawali, pytali czy wszystko w porządku, jeden pan podał mi izotonik. Biegnij, jeszcze trochę, zaraz będzie koniec. Jest – meta! Boże, dzięki Ci!  Najgorsze 4 km w moim życiu. Nie wiedziałam, że w takim stanie uda mi się odzyskać taki czas. Nie wiedziałam, czy w ogóle będę w stanie zejść poniżej 2 godzin. To jest dla mnie zagadka, która póki co jest niewyjaśniona... Jakby ktoś mi powiedział, że na Słowaku zrobię życiówkę, popukałabym się w czoło. Dla porównania - w tym roku uzyskałam czas prawie o 15 minut(!) lepszy niż w zeszłym, zaś swoją życiówkę poprawiłam o 2 minuty. 

W strefie zawodnika panowała swobodna i swojska atmosfera. Razem z mężem porozmawialiśmy z innymi biegaczami, podzieliliśmy się wrażeniami z biegu i wymieniliśmy doświadczeniami. W takich sytuacjach bardzo widoczne jest to, jak wspólne przeżycia i zainteresowania łączą ludzi. 





Czy wrócę na Słowaka? Pewnie tak. Zapewne niedługo wyparują ze mnie wspomnienia związane z gorącem na trasie i walką po 17. kilometrze, a pozostaną tylko te związane ze wspaniałą atmosferą, dla której naprawdę warto tu wracać. I dodatkowo uzyskać ładną opaleniznę ;)

Dla porównania - relacja z zeszłego roku:  VIII Półmaraton Słowaka


11 komentarzy:

  1. Wielkie gratulacje dla wszystkich tam obecnych biegaczy ! brawo :))
    Ale czas miałaś,extra!
    Ale,ze tak się męczyłaś....aż mnie bolało jak czytałam :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zbiorowy masochizm, mówisz? ;)
    Gratuluję życiówki w takich warunkach! Podziwiam ludzi, którzy w upale są w stanie się wspiąć na wyżyny swoich obecnych możliwości. Ciekawe, jaki wynik zrobisz we Wrocławiu, w - miejmy nadzieję - ludzkich warunkach ;)...
    Pozdrawiam regeneracyjnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję! Zrobiło mi się gorąco od samego czytania :D Podziwiam absolutnie każdego kto jest w stanie przebiec nawet 5 km w takiej temperaturze.
    Ja walczyłam ze słońcem nad Rusałką :P wyposażenie jak na wojnę, a i tak mnie ścięło chwilę przed 14 km i dupa. A miało być 18-22 km.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehehe ja uważam, że ten 17-sty kilometr był chyba źle zmierzony, bo się ciągnął i ciągnął i ciągnął i ciągnął... :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję :). Podziwiam Twój wyczyn w walce z upałem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały bieg, będę go długo wspominał.

    OdpowiedzUsuń
  7. Podpisuję się pod tym co napisałaś. Też mialem źyciówke w tym roku 1:54:14 i też psycha mi siadła na 17 km. Masakra - to odtwarzanie trasy we łbie ;-) ato była walka z samym sobą, którą wygraliśmy! ! Gratuluję serdecznie i pozdrawiam ;-) Krystian D.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wielkie graty :) Podziwiam - ja także w upały dyszę jak parowóz :) Jeszcze raz wielkie graty :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Słowak jest ok, w tym roku też tam byłem ( robię koronę) mój czas to 1:42 45'', słońce było, ale wielkim plusem tego biegu to kibice oraz totalnie płaska trasa :) no i oczywiście regionalne piwko na mecie
    pozdrawiam z Ełku

    OdpowiedzUsuń