run-log

run-log.com

niedziela, 26 kwietnia 2015

Orlen Warsaw Marathon. Słaba głowa prędkości nie doda...

Dystans: 10 km
Osiągnięty czas: 51:07

Na Orlenie miałam pojawić się już dwa lata temu. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu ten bieg mnie przyciągał - biła od niego pozytywna energia. Nie bez powodu Orlen Warsaw Marathon otrzymał zaszczytny tytuł Biegowej Imprezy Roku. W tym roku udało mi się wygrać pakiety startowe na 10 km, więc Orlen stał przede mną otworem. Cel? Jeden - złamać 50 minut.

źródło: Polska Biega
źródło: OWM

Organizacja od początku była na wysokim poziomie. Mimo ogromnej liczby zawodników (maraton, 10 km i marszobieg – razem ok. 35 tys. ludzi!) nie zauważyłam, żeby panował jakikolwiek chaos. Miasteczko biegaczy było widoczne z daleka, droga do biura zawodów bardzo dobrze oznaczona. Bez problemu razem z A. odebraliśmy numery startowe. 






Na Expo biegacze mieli okazję m.in. zbadać poziom tkanki tłuszczowej czy sposób ułożenia stóp. Po raz kolejny przed biegiem udało mi się spotkać Jerzego Skarżyńskiego. Kupiłam w końcu jego książkę, na którą już od dawna polowałam. Dodatkowo otrzymałam autograf :)




W dniu biegu bez problemu trafiliśmy do swojej strefy czasowej. Stojąc w tłumie wyczuwało się na własnej skórze energię tłumu i pozytywne wibracje. Muzyka, komentarze prowadzącego, obraz na żywo z telebimu, okrzyki biegaczy - chciało się tu być! Widok z biegaczy z góry widziany na ekranie także robił niesamowite wrażenie!




Przy dźwiękach Rydwanów Ognia powoli przechodziliśmy od miejsca startu honorowego do startu ostrego. W końcu - ruszyliśmy! Byłam nastawiona na bicie życiówki, więc starałam się wystartować w miarę dość szybkim tempie. Z A. ustawiliśmy się w odpowiedniej strefie czasowej - miałam wrażenie, że wszyscy biegli w jednym tempie, nikt na nikogo nie wpadał, ani nie spowalniał pozostałych biegaczy. 

Czułam, że to nie jest mój dzień - od początku biegło mi się nie najlepiej. Pierwsze 3 km były jednak dla mnie niesamowite (tempo na poszczególnych kilometrach - 4:55, 4:46 oraz 4:51 - nie wiedziałam, że tak potrafię :D). Gorzej zrobiło się około 6 km. 2 razy przeszłam do 3-sekundowego marszu (kiedy mi się to ostatni raz zdarzyło?! Chyba 2 lata temu...). I najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że fizycznie wcale tego nie potrzebowałam. To moja psychika się poddała. Po głowie chodziło mi tylko: "Nie. Poddaję się. Nie dam rady pobić życiówki. Po co mi to??". Biegłam dalej, ale już wiedziałam, że dzisiaj złamanie 50 minut nie jest mi pisane -nic z tego nie będzie. Na 9 km złapała mnie jeszcze kolka, którą starałam się ujarzmić. Na metę wbiegłam z czasem 51:07 netto. 




Nastawianie się bicie życiówki zdecydowanie mi nie wychodzi - jestem w tym beznadziejna. Psychicznie jestem zbyt słaba, żeby wytrzymać taką presję, zbyt szybko się poddaję... Podczas pogoni za wynikiem gubię też gdzieś po drodze radość z biegania. I wiecie co? Pieprzyć to! Pieprzyć wynik, pieprzyć czas, biegam przecież dla siebie.  Mam w nosie nastawianie się na określony wynik! Zdecydowanie lepiej biega mi bez ustalania z góry celu czasowego.  A życiówki pobijane przypadkiem smakują mi najlepiej!  

Każdy dystans biegu może zaskoczyć. Każdy dystans może odkryć jakaś prawdę o nas samych...


nasz najbrzydszy medal w kolekcji :D


9 komentarzy:

  1. Do tej pory za każdym razem gdy nastawiałam się na bicie życiówki nie wychodziło, aż wreszcie się udało.. to prawda, że wszystko siedzi w głowie.. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś czuję, że załamanie 50 minut będzie lada moment

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha, ja też tak biegam - jak wyjdzie życiówka - cudowne zaskoczenie. Jeśli nie - sorry może następnym razem. Czas wykręciłaś bardzo piękny - gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  4. I to jest najlepsze podejście - walić czas :D ja tam staram się nie nastawiać na jakiś konkretny tylko co będzie to będzie i lepiej mieć na mecie niespodziankę niż się rozczarować. Na Skarżyńskiego poluję od maratonu i za cholerę nie mogę go dorwać na expo. Mam nadzieję że w październiku już będzie :P Ale najpierw Małysz na WFL :D
    A czas i tak masz wypasiony. Mogę o takim pomarzyć ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skarżyńskiego spotkałam w zeszłym roku w Pile na półmaratonie i w tym roku chyba też będzie. Małysza (i nie tylko) udało mi się dorwać w tamtym roku na WFL :)

      Usuń
    2. Piłę na razie odpuszczam. Źle się kojarzy :P Może w końcu się uda bo za dzieciaka oglądałam każde skoki i jak to tak z nim foty mam nie strzelić? Aż wstyd :D

      Usuń
  5. Trzeba biegać bez spinki;-) Ale ja uważam że twój czas jest bardzo ładny ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. NIe martw się ten medal nie jest taki brzydki :)

    OdpowiedzUsuń