| źródło |
Dokładnie rok temu chciałam
biegowym krokiem wejść w rok 2013. Dlatego też 1 stycznia wybrałam się na
trening – ogólnie czułam się dobrze, wydawało mi się, że jestem wyspana i wypoczęta. Ci, którzy
znają mnie bliżej wiedzą, że żaden ze mnie kompan do picia – po dwóch kieliszkach wina potrafię
zasnąć na stojąco, a na piwo nawet nie patrzę, bo po prostu okropnie mi śmierdzi (nie wiem jak kiedyś znosiłam imprezy w akademiku ;) ). W
sylwestrową noc również nie przesadzałam z alkoholem. Uznałam więc, że nic nie stoi na przeszkodzie,
żeby pierwszego dnia 2013 roku wyruszyć na trening.